WAŻNE
TERAZ

Kolejny zastrzelony przez agentów ICE w Minneapolis

wojna na ukrainie (strona 66 z 70)

Co z ukraińskim zbożem? Rumunia gotowa pomóc, ale pojawiły się problemy
WIDEO

Co z ukraińskim zbożem? Rumunia gotowa pomóc, ale pojawiły się problemy

Rumunia przyjęła za cel pomoc w tranzycie ukraińskiego zboża na Morzu Czarnym. W obliczu brutalnego ataku Rosji na Ukrainę i blokady morskiej, port w Konstancy okazał się jednym z głównych kanałów dla eksportu ukraińskich towarów. Już na starcie wojny rumuńska firma Comvex zainwestowała w nowy punkt rozładunku w Konstancy, przewidując, że sąsiedni kraj będzie zmuszony do zmiany kierunku eksportu produktów rolnych. Umożliwiło to zorganizowanie w ciągu ostatnich czterech miesięcy dostaw blisko miliona ton ukraińskiego zboża, w większości statkami przez Dunaj. Tymczasem w przemówieniu do Parlamentu Europejskiego na początku czerwca wiceminister rolnictwa Ukrainy Markian Dmytrasevych, wyraził zaniepokojenie, mówiąc, że wkrótce port w Konstancy będzie miał jeszcze więcej pracy, ponieważ zbliża się okres żniw. Wówczas należałoby zmodernizować cały port, aby mógł eksportować towary pozostałych krajów, w tym także Ukrainy. Problem ograniczonych możliwości przeładunkowych i dużych ilości ukraińskiego zboża, które należy wyeksportować przez Konstancę i inne rumuńskie porty, nie umknął uwadze Rumunii i światowych liderów, którzy w ostatnich tygodniach ustawili się w kolejce, by zadeklarować wsparcie w jego rozwiązaniu. Podczas niedawnej wizyty w Kijowie, obok przywódców Francji, Niemiec i Włoch, rumuński prezydent Klaus Iohannis powiedział, że jego kraj aktywnie poszukuje możliwych sposobów przezwyciężenia globalnego kryzysu tranzytu zboża wywołanego przez Rosję.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Kadyrow grozi Polsce. Generał odpowiada. "Szczekanie kundelka"
WIDEO

Kadyrow grozi Polsce. Generał odpowiada. "Szczekanie kundelka"

Czeczeński przywódca oczekuje od Polski przeprosin za oblanie farbą rosyjskiego ambasadora Siergieja Andriejewa. Grozi, że "w sześć sekund pokaże wam, na co nas stać". Gość programu "Newsroom" gen. Tomasz Drewniak, były Inspektor Sił Powietrznych wyjaśnia, że słowa czeczeńskiego bojownika można włożyć między bajki. - Groźba jest realna tylko wtedy, kiedy jest możliwa do spełnienia. Tę wypowiedź Kadyrowa traktowałbym raczej w formie poszczekiwania małego kundelka, który niewiele może zrobić - precyzuje generał. Zdaniem eksperta sytuacja na froncie w Ukrainie jest trudna. - Skończyły się już szybkie rajdy, wojska rosyjskie nie są w stanie zajmować terenu w szybki sposób. Przez front przetacza się wyniszczający wał ogniowy, który wszystko niszczy - dodaje były Inspektor Sił Powietrznych. - Koszty takiej wojny są ogromne. Jeśli na drodze wojska jest miasto, to nie zostaje z niego nic. Jeśli jest to pole, to zostaje ono przeorane pociskami - kończy generał. Ekspert precyzuje, że w długoterminowej wojnie Ukraina nie ma szans, bo Rosja ma o wiele większy potencjał militarny. - Taka taktyka może dać wojskom Putina tylko lokalne zwycięstwa. Nie przybliży ich jednak do osiągnięcia celów końcowych. Chyba, że chodzi o zakończenie działań na Ługańsku i Doniecku - przyznaje generał. - Wtedy to się może udać, ale będzie to trwało dwa lub trzy miesiące - kończy.
15-latek z Buczy cudem uniknął śmierci. Rosjanie zastrzelili ojca na jego oczach
WIDEO

15-latek z Buczy cudem uniknął śmierci. Rosjanie zastrzelili ojca na jego oczach

15-letni Jura Nechyporenko przeżył masakrę w Buczy. Nastolatek cudem uniknął śmierci z rąk rosyjskiego żołnierza, który rozstrzelał ojca na jego oczach. Członkowie międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości przybyli do Buczy pod Kijowem, aby zbadać skalę rosyjskich zbrodni wojennych w tej części Ukrainy. Rozmawiali między innymi z Jurą Nechyporenko, który wyszedł ze szpitala i wrócił do domu. Towarzyszyły mu kamery reporterów agencji Associated Press. Chłopak opowiadał, że gdy jechał rowerem ze swoim ojcem, 47-letnim Rusłanem, na ich drodze pojawił się uzbrojony żołnierz. Ojciec z synem mieli do rowerów przywiązane białe skrawki materiału na znak pokoju. Żołnierz krzyknął do nich po rosyjsku, żeby się zatrzymali. Ukraińcy nie zdążyli odpowiedzieć, gdzie się przemieszczają. Rosjanin błyskawicznie oddał kilka strzałów. Najpierw strzelił do 47-latka. Rusłan zginął na miejscu. Następnie oddał kilka strzałów w kierunku chłopaka, który upadł, zamknął oczy i starał nie ruszać się. - Usłyszałem jeszcze jeden strzał i poczułem, jak porusza się moja bluza z kapturem. I wtedy coś małego, jak mały kawałek kamienia czy coś, spadło obok mnie. Potem usłyszałem jeszcze jeden strzał, ale nie wiem, dokąd trafił – relacjonował ocalały Jura Nechyporenko. - Kiedy wstawałem, widziałem wokół taty wielką kałużę krwi – dodał. Po tym dramatycznym wydarzeniu rodzina 15-latka uciekła z Buczy. Wrócili do swojego rodzinnego miasta dopiero w połowie kwietnia, po wycofaniu się Rosjan. Odkopali ciało Rusłana, który został pochowany w prowizorycznym grobie i pochowali go ponownie na miejscowym cmentarzu. Biuro ONZ ds. praw człowieka twierdzi, że co najmniej 202 dzieci na Ukrainie zostało zabitych podczas inwazji Rosji na Ukrainę, ale rzeczywista liczba ofiar może być znacznie wyższa. W samej Buczy i okolicznych miastach odnaleziono dotąd ciała ponad 1000 ofiar rosyjskiego bestialstwa.